Osiecka: Kiedy mnie już nie będzie

Maszyna do pisania, malinowe lody, kapelusze i za duże okulary. Takie mam o niej pierwsze skojarzenia. I słowa, oczywiście, bardzo dużo słów. Najczęściej o miłości, zawsze o drugim człowieku. Słowa, które wszyscy powtarzają, nie wiedząc często, że należą do niej. W maju, gdy pachnie bez i gdy zaszumi jesienią. Obok słów – melodie. Obok melodii – fotografie. Dopiero gdzieś na końcu – kadry filmowe. Taka była – poetka, dziennikarka, tekściarka, fotografka, reżyserka. Artystka.

9. października 2016 roku skończyłaby 80 lat.

Kiedy jej już nie ma (od prawie dwudziestu lat), my i tak bezczelnie ją kochamy, choć przędła smutne śpiewki…

 

80_b-550x550
Pozwól mi być dziewczyną
92_b-550x550
Czy pamiętasz jak pachnie las, czy pamiętasz jak tańczy się rumbę?
Walizki moje pełne snów, dziś puste są
Walizki moje pełne snów, dziś puste są
Tobie chodzi tylko o łóżko
Tobie chodzi tylko o łóżko
159_b-550x550
Przez czterysta wiosen i sto długich zim, będę czekać tu…
158_b-550x550
Ja z podróży
117_b-550x550
Agata ma oczy podłużne, a dłonie silne, chłopięce
121_b-550x550
Co ona była – blada tak i drobna tak jak w polu mak
128_b-550x550
Na naszą słabość i biedę (…) ratunkiem miłość jest
Nie odchodzę, kiedy trzeba - na twoje szczęście
Nie odchodzę, kiedy trzeba – na twoje szczęście

 


List do A.O.

Nigdy cię nie spotkałam i nigdy nie spotkam, ale napiszę, choć ty tego nigdy nie przeczytasz. Za dużo tego nigdy w tym liście, epatuje już od pierwszych słów. A wiem, choć cię znam tylko tyle, ile przeczytałam twoich wierszy, że ty też nie lubisz mówić nigdy i też sobie kpisz z tych wszystkich ograniczeń, które nakłada na nas życie. Którego ty już zresztą nie masz. A z którym ja nie umiem się jeszcze dobrze obchodzić.

Piszę, bo wiem, że mnie rozumiesz, podglądając mnie z tego świata, o którym ja nie mam jeszcze zielonego pojęcia, a w którym ty jesz teraz z czystym sercem lody malinowe. Z świata, w który ty do końca nie wierzyłaś, a przynajmniej nie przyznawałaś się do tej wiary wprost. Gdziekolwiek jesteś, uchyl rąbka chmur i wyjrzyj do mnie to opowiem ci co nieco o tym świecie, który zostawiłaś bezmyślnie, a który wciąż ma cię na myśli.

Wiem, że ty byś mi pomogła napisać poetycko o wszystkim, tak, żeby nie wyszło to jak infantylna karykatura wiersza czy prozy, lecz jak mistrzostwo i awangarda. Trudne słowa, nie lubię trudnych słów, nie lubię utrudniać. Choć na ogół jest więcej rzeczy, które lubię, odkrywam je stopniowo. Nie pytam, czy wiesz o tym, bo nie możesz wiedzieć, chyba, że ten świat niedopowiedzeń, w którym teraz mieszkasz, pozwala wiedzieć więcej. Jeśli tak, to powinnam już skończyć pisać ten dziecinny list. Bo ty i tak wiesz wszystko.

Że najgorzej jak w pół zdania zaczyna się gotować woda na herbatę i trzeba wstać, zalać fusy wrzątkiem i wrócić po minucie do urwanych słów i urwanej weny. Że najlepiej jak jedzie się rowerem do jakiegoś donikąd i dojeżdża się do lasu, zjada jagody (nierozsądne), a potem pisze w strachu w taki sposób, który innym zatyka dech w piersiach.

Wiesz to czy nie? Patrzę na ciebie na fotografii i myślę, że rozumiesz mnie lepiej niż tysiące osób, które są o krok ode mnie. O krok za daleko, żeby zrozumieć cokolwiek.

Naprawdę myślę, że bliżej mi do ciebie niż do kogokolwiek innego. Nikomu się do tego nie przyznam, nie wprost, bo wiem, co sobie o tym pomyślą. Że wykpią i popukają się w czoło, zostawiając mnie z przekonaniem, że ja naprawdę jestem wariatką. Co więcej – wariatką jakich mało. Mało mam snu ostatnio. Więc rozmawiam sobie z tobą po cichu, jak już śpią ci wszyscy najmądrzejsi, jak nie ma nas kto podglądać. Czytam o tobie, ciebie czytam i to jest nasza rozmowa, bo nigdy przecież nie dasz mi słów namacalnych, urodziłam się na to za późno, powiedziałabyś: pech. A tak bym chciała usłyszeć to twoje niesfornie niedoskonałe er. Nie napijemy się razem wina i nie weźmiemy życia na gorąco. Może tam, po tej drugiej stronie. Daj znak czy tam jest wino, bo jeśli nie ma, będę musiała upchnąć jedno ziemskie do plecaka.

Czytaj sobie mnie często i poprawiaj błędy, często nie wiem jak trafić w punkt, żeby poruszyć właściwą strunę. Ty byłaś mistrzynią w celowaniu prosto w ludzką duszę. Chciałabym, żeby i mnie się udało nie stać w szeregu.

 

Czasem myślę naiwnie, że może gdybym urodziła się dwa lata później – po jej śmierci – udałoby mi się uchwycić cząstkę jej duszy z tym niezwykłym talentem zaklinania prostej codzienności w słowa. Rozsądek nie jest moją cechą, tak jak i nie był jej.

Życzę jej wszystkiego, nie wiedząc zupełnie, co mogłoby ją najbardziej uszczęśliwić.

Czerwone kapelusze, podróże, bliski człowiek, Saska Kępa, druga młodość?…


Wszystkie zdjęcia pochodzą ze strony Fundacji Okularnicy im. Agnieszki Osieckiej.

Iga Herłazińska

Mogłaby zamieszkać w teatrze. Wszystko ją tam ciekawi i zachwyca. Lubi się włóczyć, podróżować. Banalnie - kocha żyć. Kocha też kawę z mlekiem, wiersze Osieckiej i stare filmy.

1 Komentarz

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany