Co działo się w kulturze w latach 20. i 30.?

Dwudziestolecie międzywojenne – to właśnie wtedy nastąpił gwałtowny rozwój nauki i techniki. Pojawiło się pojęcie urbanizacji i industrializacji. Powstały nowe prądy filozoficzne, takie jak behawioryzm czy psychoanaliza (nie sposób nie wspomnieć tutaj o Zygmuncie Freudzie). Dziś skupiamy się jednak na dokonaniach w dziedzinie filmu, muzyki i kabaretu.

FILM

Dwudziestolecie międzywojenne to czas rozkwitu kina niemego. X Muza rozwijała się prężnie po obu stronach oceanu. Hollywood rozpoczęło drogę do stania się marką, a w Niemczech, Skandynawii i ZSRR kształtowały się odrębne prądy i style, po dzień dzisiejszy zachwycające spójnością myśli i koncepcji artystycznej.

fot. Kadr z filmu Wschód słońca (1927)
fot. Kadr z filmu Wschód słońca (1927)

W miejscu, które w niedalekiej przyszłości miało stać się mekką splendoru i wielkich filmowych karier, w Los Angeles w 1927 roku powołano Amerykańską Akademię Sztuki i Wiedzy Filmowej. Tego samego roku z ramienia Akademii przyznano pierwszego Oscara, który powędrował do twórców filmu Skrzydła. Dwa lata później nagrodzony został film Wschód słońca europejskiego reżysera na emigracji Friedricha W. Murnaua. Produkcją przedstawiająca historię starą jak świat – dotychczas wierny mąż i kochający ojciec poddaje się urokowi urlopowiczki z miasta. Oczarowany kobietą postanawia zabić swoją partnerkę.  Przejrzawszy jednak na oczy, para przeżywa drugą miłość. Film Murnaua do dziś zachwyca dramaturgią i pięknem zdjęć. Dialogi (jeszcze nieme i transkrybowane) są lakoniczne, a muzyka potęguje narastające napięcie. Międzywojnie, w USA zwłaszcza, to czas komików podnoszonych do rangi artystów i showmanów wielkiego ekranu. Charlie Chaplin, Buster Keaton i Harold Lloyd już podbijali serca publiczności, by wraz ze zmierzchem ery kina niemego usunąć się w cień. Pierwszym filmem, uznanym za dźwiękowym został Śpiewak z jazzbandu (1927) Alana Crosslanda.

Kino europejskie należy kojarzyć z trzema prądami: niemieckim ekspresjonizmem, szkołą szwedzką i filmem radzieckim.

fot. Kadr z filmu Gabinet Dr Caligari (1920)
fot. Kadr z filmu Gabinet Dr Caligari (1920)

Niemiecki ekspresjonizm to kino grozy – mroczne i ciężkie. Twórcy bardzo często adaptowali XIX wieczne horrory, wybierali zdjęcia w atelier z niepokojącą, deformującą rzeczywistość scenografią, a tło muzyczne ich filmów stanowiła chmurna muzyka Szymberga. Przedstawicielem nurtu jest Gabinet dr Caligari (1920) Roberta Wiene. Film przedstawia świat widziany oczami szaleńca, jest umowny i teatralny. Nie brak tu aluzji do cesarza Wilhelma II i ówczesnej sytuacji w państwie.

fot. Kadr z filmu Męczeństwo Joanny d'Arc (1928)
fot. Kadr z filmu Męczeństwo Joanny d’Arc (1928)

Nurt skandynawski wyróżniają kameralne dramaty rozgrywające się w wąskim gronie bohaterów, gdzie rozgrywka moralno-etyczna ma miejsce w głowach portretowanych postaci. Do arcydzieł tego czasu należy przede wszystkim film Męczeństwo Joanny d’Arc (1927) duńczyka Carla Dreyera. Szkołę szwedzką z kolei zasilali Victor Sjöström, Mauritz Stiller i Charles Magnusson. Kochali szwedzką literaturę i nieokiełznaną przyrodę, która stanowiła tło ich filmów i określała nastroje bohaterów. Do najważniejszych dzieł szkoły szwedzkiej należą: Gösta Berling (1924) Stillera i Furman śmierci (1920) Sjöströma.

fot. Kadr z filmu Pancernik Potiomkin(1925)
fot. Kadr z filmu Pancernik Potiomkin(1925)

Film, określany przez Lenina najważniejszą ze sztuk w Związku Radzieckim pełnił niebagatelną rolę. Kinematografia zza wschodniej granicy charakteryzowała się pionierskim podejściem do montażu, traktowanym jako motor przedstawianych opowieści i zainteresowaniem polityczno historycznym. Tak oto powstały epokowe dzieła Siergieja Eisensteina Pancernik Potiomkin (1925), Październik (1927). Obrazy imponujące rozmachem i skalą realizacji – sceny masowe, dokumentalny sznyt, dynamiczny montaż skojarzeń i muzyka stawiają kino radzieckie przed szereg innych kinematografii tego czasu.

 

MUZYKA

Wiek XX kojarzony jest z intensywnym rozwojem muzyki rozrywkowej. Jednak nie miałaby ona szans rozwinąć swoich skrzydeł, gdyby nie solidna podstawa – blues. Choć jego początki datowane są na drugą połowę XIX wieku, to właśnie na początku XX w. Afroamerykanie zaczęli emigrować z południowych miast Stanów Zjednoczonych na północ USA. Tak zwany country blues zyskał nową odmianę – urban blues.

big-bill-bronzy
Big Bill Bronzy; źródło: lit.newcity.com

Równolegle w Nowym Orleanie kształtował się nieśmiało kolejny gatunek muzyczny – jazz. Czerpał zarówno z bluesa, jak i z muzyki zachodnioafrykańskiej. To z niego wywodzą się swingowe brzmienia, które zyskały dużą popularność w latach 30. Rozbudowane sekcje dęte i big bandy liczące sobie niekiedy imponującą liczbę członków stały się w tych czasach niemal koniecznością na wszelkich prywatkach.

Jeden z bardziej znanych popularyzatorów swingu to Glenn Miller – amerykański puzonista oraz aranżer. Z pewnością niemal każdy jest w stanie zanucić jeden z jego najbardziej znanych przebojów – In the mood.

A skoro mowa o big bandach i instrumentach dętych, należy koniecznie wspomnieć o Louisie Armstrongu. Niesamowicie utalentowany trębacz o charakterystycznej, szorstkiej barwie głosu skradł serca wielu. W latach 20. jego kariera muzyczna dopiero nabierała pędu. Przeprowadził się wtedy do Chicago, gdzie dostał propozycję grania w zespole Creole Jazz Band. To z tą grupą dokonał swoich pierwszych nagrań.

armstrong
Louis Armstrong, źródło: wikipedia.org

Kolejną ważną postacią jest George Gershwin, często określany mianem króla jazzu. Był samoukiem – zrezygnował ze szkoły dla księgowych, do której wysłał go ojciec i zaczął hobbystycznie tworzyć utwory na fortepian. Szybko zauważyli go producenci teatralni i Gershwin, mając zaledwie 22 lata, stał się sławnym i szanowanym muzykiem. Komponował oraz grał na fortepianie, a jego utwór Summertime jak do tej pory doczekał się tysięcy interpretacji.

Jako fanka polskiej muzyki, nie mogę oczywiście nie wspomnieć o Mieczysławie Foggu. To jego wykonanie utworu To ostatnia niedziela do dzisiaj cieszy się największą popularnością, a piosenkę Bo to się zwykle tak zaczyna zna przecież każdy! Prawnuk artysty, Michał Fogg, wpadł kiedyś na pomysł wydania płyty, na której współcześni polscy artyści wykonaliby utwory Mieczysława. Plan doczekał się realizacji – album nosi tytuł Cafe Fogg i ukazał się w 2008 roku. Pozycja warta dodania do jesiennej playlisty! 


MODA:

Rysunek: Basia Rochowczyk
Rysunek: Basia Rochowczyk

 

KABARET:

Pod koniec XIX wieku w paryskiej dzielnicy Montmartre powstał kabaret. Początkowo nie cieszył się on dobrą sławą i był bardziej kojarzony z prostytutkami i rozpustą niż ze sztuką. Lokal założył Rodolphe Salis i nazwał go Czarnym Kotem (Chat Noir). Od tamtego momentu charakterystyczny czarny kot, który pojawiał się na plakatach promujących pokazy kabaretowe, stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli w kulturze. Istotą nowo powstałego zjawiska było odwoływanie się do spraw bieżących, komentowanie polityki i życia społecznego za pomocą absurdalnych żartów, ironii i satyrycznych piosenek.

Występy kabaretowe miały charakter zamknięty, jednak z czasem Chat Noir stał się jednym z najbardziej obleganych miejsc w stolicy Francji. Mimo tego, że siedziba kabaretu została przeniesiona, dzielnica Montmartre stała się miejscem sztuki i francuskiej bohemy.

Pierwszym polskim kabaretem był Zielony Balonik. Powstał w 1905 roku, a jego siedzibą została słynna kawiarnia – Jama Michalika. Kabaret współtworzyli między innymi: Leon Schiller, Juliusz Osterwa, Tadeusz Boy-Żeleński, Karol Frycz. Także tutejszy repertuar skupiał się na komentowaniu ówczesnych poczynań polityków, osób publicznych i artystów. Spełniał funkcję gazety codziennej. Podstawą dobrej satyry kabaretowej stało się słowo i inteligentny żart.

W dwudziestoleciu życie kabaretowe przeniosło się do Warszawy, a wiodącymi polskimi kabaretami zostały: Picador, Qui Pro Quo, Morskie Oko.

 

Picador – choć działał dość krótko (1918-19 r.) to stał się istotnym ośrodkiem kultury ze względu na swoich twórców, do których należeli: Julian Tuwim, Jarosław Iwaszkiewicz, Jan Lechoń, Kazimierz Wierzyński i Antoni Słonimski.

Qui Pro Quodziałało między 1919 a 1931. Mówi się, że było flagowym kabaretem stolicy w tamtym okresie. Teksty pisali tutaj Marian Hemar i Julian Tuwim, a występowali: Eugeniusz Bodo, Tadeusz Olsza, Hanka Ordonówna, Mira Zimińska (!), Zula Pogorzelska, Mieczysław Fogg, Adolf Dymsza i Gustaw Cybulski.

Morskie Okodziałało od 1925 do 1933 roku. Założycielami kabaretu byli między innymi: Zula Pogorzelska, Eugeniusz Bodo, Tadeusz Olsza – wcześniej związani z kabaretem Qui Pro Quo. Stałymi współpracownikami kabaretu byli: Andrzej Włast, Julian Tuwim i Jan Brzechwa.

 

Materiał opracowały: Justyna Arabska, Magda Futyma i Kasia Siewko.

Grafika: Klaudia (Unablanca).

Kulturadogorynogami

Po prostu: redakcja do góry nogami!

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany