Kultura jest kobietą

Kobiety – nie tylko żony, matki, kochanki, przyjaciółki, ale także artystki. Genialne, mądre, oryginalne, zmieniające otaczający świat Polki. Wnoszące wiele do filmu, teatru, muzyki, literatury, malarstwa… Inspirujące i motywujące inne kobiety do działania. Potrafiące walczyć. Odnoszące zwycięstwo.

 

Krystyna Janda

Aktorka, reżyserka, felietonistka, piosenkarka, założycielka Teatru Polonia i Och-teatru. Wielokrotnie wcielała się w role silnych, niezależnych kobiet. Niezapomniana Agnieszka z Człowieka z marmuru w reżyserii Andrzeja Wajdy. To zaufanie Wajdy sprawiło, że debiutująca wtedy na ekranie Janda mogła rozwinąć skrzydła. Nie wszyscy uznali jednak ją za objawienie w kinematografii, wręcz przeciwnie – zarzucano jej przesadną grę, kicz, tandetę. Jej role nigdy zresztą nie pozostawiały widza obojętnym. Denerwuje i fascynuje jednocześnie w Kochankach mojej mamy, zachwyca w trudnej, wymagającej licznych poświęceń roli w Przesłuchaniu, intryguje – w wyreżyserowanej zresztą przez nią – Pestce, wzrusza w Tataraku, opowiadając intymną historię śmierci swojego męża, bawi w najnowszym filmie Bajona – Paniach Dulskich. Niektórzy zarzucają jej zbytnią ekspresję, emocjonalność. Jak sama jednak podkreśla, nie umie ze spokojem reagować na otaczający ją świat. Przesadna gestykulacja i chaotyczność w sposobie mówienia to jej znak rozpoznawczy. Zjednuje sobie ludzi na całym świecie. Jej zwolennicy mówią wprost, że drugiej takiej jak Jandy nie ma i nigdy nie będzie. Nazywają ją człowiekiem-orkiestrą. Wyreżyseruje spektakl, ale w międzyczasie upewni się, że wszystkie organizacyjne sprawy teatru są pod kontrolą. W ciągłym biegu nie zapomina, że najważniejszy jest człowiek. Dba o widza, troszczy się o jego potrzeby, słucha uwag, odpowiada na komentarze, z cierpliwością podpisuje egzemplarze książek, nie omija potrzebującego – zawsze wysłucha i doradzi. Jej współpracownicy podkreślają, że jej niewątpliwą zaletą jest szczerość i naturalność – nikogo nie próbuje udawać, mówi wprost o wyznawanych przez nią wartościach, nie obawia się konsekwencji, jest otwarta na konstruktywną krytykę.

Wielokrotnie stawała w obronie dzieci, apelując do dorosłych, że są one równymi partnerami do rozmów, posiadającymi takie sama prawa. Jej dom pełen jest zwierząt – przygarniętych z ulicy, niechcianych. W swoich spektaklach nieustannie porusza ważne i trudne tematy, takie jak homoseksualna miłość (Matki i synowie), destrukcyjna miłość do sztuki (Maria Callas. Master class) czy poszukiwania własnego ja (Udając ofiarę). Na teatralnych deskach stworzyła genialne kobiece portrety – Elżbiety vel. Krystyny (Biała bluzka), Shirley (Shilrey Valentine), Tonki Babić (Ucho, gardło, nóż), Marii Callas (Maria Callas. Master class), F.F. Jenkins (Boska!), Danuty Wałęsowej (Danuta W.) i wiele, wiele innych…

 

Krystyna Kofta

Pisarka, malarka, felietonistka, blogerka, autorka i współautorka wielu scenariuszy filmowych i teatralnych. Jednym słowem: artystka. Z drugiej zaś strony, niekryjąca swojego zainteresowania polityką, ekonomią. Zaangażowana w pomoc kobietom chorym, pokrzywdzonym, borykającym się z problemem przemocy. Swoją popularność wykorzystuje w sposób najwłaściwszy: zwraca uwagę na bieżące problemy, w tym najsilniej na problem przemocy domowej oraz profilaktykę raka piersi. Nie boi się mówić i pisać w sposób odważny, szczery, bezkompromisowy. W swojej notce biograficznej na blogu, przytacza pewną anegdotę z dzieciństwa: (…) pewnego dnia zadałam księdzu pytanie, jak to było z Adamem i Ewą. Mieli dzieci, a ich dzieci miały dzieci ze sobą, czy to nie grzech? Ksiądz kazał mi przyjść z matką. Powiedział, że trzeba uważać na dziecko, które zadaje takie pytania. Takie były początki, a potem było jeszcze ciekawiej. Ta niebywała spostrzegawczość oraz brak obaw przy stawianiu pytań oraz szukaniu odpowiedzi, towarzyszy jej do dziś. Dużą uwagę zwraca na detale ludzkiej natury, sposób zachowywania się, budowania relacji. Jej twórczość to w dużej mierze bazujące na doświadczeniu i wspaniałym zamyśle obserwacji, przemyślenia dotyczące kobiet oraz relacji damsko-męskich. Odsłania to, co na co dzień przysłaniają nam media czy niewłaściwie pojmowane tabu.

 

Kora (Olga Sipowicz, dawniej Jackowska)

Dzięki niej wielu ludzi nauczyło się słuchać muzyki, wyrażać siebie. Ceniona za oryginalność, charyzmę oraz wszystkie sprawy, wydarzenia, protesty, w które wierzyła, a przede wszystkim, o które walczyła całą sobą. To kobieta, która nie boi się powiedzieć tego, czego myśli; tego, o czym inni obawiają się mówić. Nie boi się krytyki. Pomimo wielu przeszkód, jakie napotkała w życiu, nadal nie brak jej sił i walki do dalszych działań i poczynań. Nie da się zapomnieć o występie z Opola w 1980 roku, kiedy wybuchła rewolucja na rynku muzycznym po wykonaniu przez zespół Maanam piosenki Boskie Buenos. Występ ten ukształtował rynek muzyczny lat 80. XX wieku. Utwór był bodźcem do powstania kolejnych, równie silnych tekstów, w których wokalistka nie bała się wyrażać własnych poglądów i rozmyślań, mówiła otwarcie o tym, co jej się podoba, a co nie, co jest – według niej – słuszne, a co złe. Teksty były szczerą i odważną interpretacją rzeczywistości – Żądza pieniądza, KreonNocny patrol, czy Jestem kobietą. Jest aktywna społecznie, podpisywała listy w sprawie przywrócenia kobietom prawa do samostanowienia o swoim życiu, opowiadała się publicznie między innymi za zalegalizowaniem marihuany w Polsce. W ostatnich latach Kora zmagała się z  ciężką chorobą, mimo tego trudnego okresu wygrała z rakiem i pokazała wszystkim, jak silną jest kobietą. I udowodniła, że w każdej sytuacji należy walczyć o samą siebie.

 

Simona Kossak

Silne kobiety kultury kojarzą się z artystkami. Historia całe szczęście regularnie przypomina o zapomnianych przedstawicielkach wielu dziedzin sztuki (ale nie tylko), które ciężką pracą i wyrzeczeniami oddały się bez reszty swojej pasji. Jedną z nich jest Simona Kossak. Córka Juliusza, wnuczka Wojciecha Kossaków. Urodzona z piętnem bycia artystką. W domu wychowywana twardą ręką ojca, nie zaznawszy miłości, a nawet akceptacji matki, uciekła w świat natury. Bardzo szybko okazało się, że talenty plastyczne nie zostały jej dane. Rodzina miała nadzieję, że czarna owca rodziny pójdzie chociaż w ślady ciotek i zajmie się pisaniem. Aby do tego doszło, musiało minąć wiele lat, a Simona znalazła swoją niszę. Została biologiem i profesorem nauk leśnych. Artystyczny Kraków, który nigdy nie był dla niej łaskawy, porzuciła na rzecz położonej w sercu Puszczy Białowieskiej, pozbawionej prądu leśniczówki. Z ludźmi utrzymywała zdystansowane relacje, nigdy w życiu nie powiedziała i nie usłyszała słów kocham cię.

Zwierzętom i zatroskanej puszczy oddała całą swoją energię i lata życia. Wbrew krytycznym słowom matki i ojca, że z Simony artystki nigdy nie będzie, napisała epicką Sagę Puszczy Białowieskiej w poetycki, a zarazem wyczerpujący merytorycznie sposób opisuje dzieje pralasu. Jeszcze za życia stała się legendarną postacią radiową, która na antenie o zwierzętach mogła opowiadać z nie mniejszym zaangażowaniem i pasją niż o najwybitniejszych personach. Kochała każde drzewo, każdego rysia i sarnę. Ukochane zwierzęta i puszczę podniosła do rangi dzieł sztuki.

Była drobna, nie uchodziła za piękność, paliła na umór, po Białowieży przechadzała się z krukiem na ramieniu, po leśnych drogach pędziła motorowerem, a w okolicy zyskała przydomek czarownicy. Być może są większe od Simony kobiety, być może osiągnęły więcej, ale to właśnie ona, wielka sercem i uporem, mimo kłód kładzionych pod nogi, kreśli portret kobiety zasłużonej, by stanąć w jednym rzędzie z najwybitniejszymi.

 

Zofia Stryjeńska

Malarka, graficzka, ilustratorka, scenograf, projektantka tkanin, plakatów i zabawek. Autorka podręcznika savoir-vivre’u.  Przede wszystkim artystka totalna, która dla sztuki i sławy była w stanie poświęcić wszystko – podobno po powrocie z Monachium udała się do jednej z kaplic, gdzie położyła się krzyżem przed ołtarzem i prosiła Boga o to, aby zabrał jej wszystko, pozostawiając jedynie sławę. Jej modlitwy zostały po części wysłuchane. Stryjeńska to zdecydowanie jedna z najbardziej charakterystycznych kobiet dwudziestolecia międzywojennego.

Była zdeterminowana. Z całych sił pragnęła studiować na Akademii Sztuk Pięknych w Monachium, wiedziała, że jest wystarczająco utalentowana. Było to oczywiście niemożliwe, ponieważ w tamtych czasach kobiet nie przyjmowano, musiały one studiować w specjalnych – żeńskich placówkach. Jednak artystka nie zważała na te zakazy, pojechała do Monachium jako Tadeusz Grzymała, w męskim przebraniu z dokumentami brata. Książkę o bon ton napisało jako profesor Hillar. Jednak swoje największe osiągnięcie – swoją sztukę – stworzyła jako Zocha Stryjeńska.

Prywatnie nie miała łatwego życia. Uważała, że jej mąż Karol Stryjeński nie kocha jej, tylko jej sztukę. On dwa razy wysłał ją do szpitala psychiatrycznego. Malarka nie potrafiła nawiązać matczynej relacji ze swoimi dziećmi, jednak brak więzi z nimi również ją wyniszczał. Próbowała stworzyć prawdziwy dom, jednak był on pokaleczony białym kreskami malowanymi kredą na podłodze – tak pokazywała dzieciom, gdzie są granice między rodziną a sztuką. Wiecznie tonęła w długach. Pomimo tego stała się ikoną niezależnej, twórczej kobiety, która nigdy o nic nie prosiła, nie związała się z żadną frakcją polityczną i do końca swoich dni była dumna z siebie i swoich osiągnięć. A jej dzieła będą zawsze tego dowodem.

 

Małgorzata Szumowska 

Myśląc o kobietach za kamerą, których autorskie dzieła niejednokrotnie uwodzą widzów, pierwszym nazwiskiem, jakim przychodzi do głowy jest właśnie Małgorzata Szumowska. Wielokrotnie nagradzana na przeróżnych festiwalach – od Berlinale, przez Sundance Film Festival i Międzynarodowy Festiwal Filmowy Karlowe Wary, do wszystkich najważniejszych festiwali w Polsce. Jest twórczynią o bardzo jasno zarysowanych poglądach, których nie boi się manifestować w swoich pracach. Szumowska to doskonały przykład na to, że polski światek filmowy, mimo rozlicznych zarzutów, nie jest jednak przesycony seksizmem. W obliczu dominacji mężczyzn za kamerą, kobiety takie jak Szumowska czy Agnieszka Holland pokazują, że nie liczy się płeć, ale wizja i talent. A Szumowska posiada osobliwą zdolność, pewien zmysł, dzięki któremu potrafi trafić do każdego – odbiorców w różnym wieku, poglądach i doświadczeniach. Porusza tematy trudne – chociażby 33 sceny z życia lub W imię  – z właściwą gracją i lekkością, spoglądając na nie z kobiecą wrażliwością. Zeszłoroczny film Body/Ciało to mądre, dojrzałe kino, opowiadające historię cierpiącej na anoreksję młodej dziewczyny, którą wiążą trudne relacje z ojcem. Reżyserka nie boi się poruszać w swoich dziełach tematu cielesności i erotyki, wiążąc nierozerwalnie to, co materialne z tym, co duchowe.

 

Wisława Szymborska 

Poetka, eseistka, laureatka literackiej nagrody Nobla. Potrafiła dostrzegać rzeczy, które umykają na co dzień przeciętnym ludziom. Żyła tu i teraz, rozglądając się dokładnie dookoła i wyłapując z rzeczywistości szczegóły, które opisywała w swoich wierszach w sposób, jakiego nikt nie potrafi – a nawet nie próbuje – podrobić. Znana ze skromności, źle znosiła czas po otrzymaniu nagrody Nobla, gdy przez jej życie przewinęło się wielu dziennikarzy. Nie lubiła mówić o sobie, podkreślała, że poeta wszystko, co ma do powiedzenia, powinien zawrzeć w swoich dziełach. Miała niezwykłe poczucie humoru, kochała zwierzęta, unikała patosu, uważając, że najpiękniej opowiada się o świecie, używając najprostszych słów. Zwolennikami jej twórczości jest Woody Allen, który w przesłanym do Polskiego Radia oświadczeniu po śmierci poetki, napisał: Potrafiła uchwycić nie tylko tragizm życia, ale także jego komizm. Z czułością mówił o niej także Umberto Eco. Jej największą słabością były papierosy, pasją – wyklejanie pocztówek-kolaży. Kochała kicz, nie spała nocami po to, żeby oglądać walki Andrzeja Gołoty, przez całe życie związana była z Krakowem.

Jej wiersz Portret kobiecy to pełen szacunku i uznania gest wykonany przez kobietę w kierunku innych kobiet. To podkreślenie rangi kobiety w świecie, ukazanie jej zmienności i umiejętności przystosowania się do każdej sytuacji, odnalezienia w każdym momencie życia. Ukazanie kobiecej siły.

Portret kobiecy

Musi być do wyboru.

Zmieniać się, żeby tylko nic się nie zmieniło.

To łatwe, niemożliwe, trudne, warte próby.

Oczy ma, jeśli trzeba, raz modre, raz szare,

czarne, wesołe, bez powodu pełne łez.

Śpi z nim jak pierwsza z brzegu, jedyna na świecie.

Urodzi mu czworo dzieci, żadnych dzieci, jedno.

Naiwna, ale najlepiej doradzi.

Słaba, ale udźwignie.

Nie ma głowy na karku, to będzie ją miała.

Czyta Jaspersa i pisma kobiece.

Nie wie po co ta śrubka i zbuduje most.

Młoda, jak zwykle młoda, ciągle jeszcze młoda.

Trzyma w rękach wróbelka ze złamanym skrzydłem,

własne pieniądze na podróż daleką i długą,

tasak do mięsa, kompres i kieliszek czystej.

Dokąd tak biegnie, czy nie jest zmęczona.

Ależ nie, tylko trochę, bardzo, nic nie szkodzi.

Albo go kocha, albo się uparła.

Na dobre, na niedobre i na litość boską.

 

Martyna Wojciechowska 

Dziennikarka, podróżniczka, pisarka i… kierowca rajdowy. W przeszłości częściej oddająca się swojej pasji motoryzacyjnej i zamiłowaniu do nurkowania, dziś znana przede wszystkim jako redaktor naczelna National Geographic i National Geographic Traveler oraz autorka programu telewizyjnego Kobieta na krańcu świata. Jej siła, odwaga, niezależność – wyrażają nie tyle słowa, ale przede wszystkim czyny. Jako trzecia Polka (a w wersji zaproponowanej przez Reinholda Messnera – jako druga) zdobyła Koronę Ziemi, czyli wszystkie najwyższe szczyty górskie, rozmieszczone na siedmiu kontynentach. Wzięła również udział w rajdzie Sahara-Dakar, stając się tym samym pierwszą Polką i kobietą z Europy Środkowo-Wschodniej, która ukończyła wyścig. Robi rzeczy, o których inni jedynie marzą, jednocześnie przekonując, że niemożliwe nie istnieje. Podziw wzbudza sposób, w jaki opowiada o kobietach we wspomnianym wcześniej programie Kobieta na krańcu świata, który doczekał się dotychczas aż siedmiu sezonów, co daje łącznie ponad 60 opowiedzianych historii i odwiedzonych miejsc. Pokazuje w nim przede wszystkim to jak różne, a jednocześnie jak bardzo podobne do siebie potrafią być kobiety z różnych zakątków świata. Żyją w różnych kulturach, wyznają różną religię, mają inny kolor skóry, inne zwyczaje, ale łączy ich równie wiele – bezgraniczna miłość do dzieci, która wyzwala w nich ogromne pokłady siły, uporu, determinacji, ale także pasja i chęć do działania. Każdą z opowieści i bohaterek Martyna traktuje bardzo osobiście, z właściwym dla siebie ciepłem, serdecznością, wrażliwością. Takie podejście do drugiej kobiety znaczy o wiele więcej niż jakiekolwiek deklaracje.

Nigdy nie zapominajcie o tym, by brać z życia jak najwięcej, nie bójcie się ryzykować, płakać ani być szczęśliwymi. Najważniejsze to być w drodze. Każdego dnia robić krok do przodu.


Grafikę przygotowana Klaudia (Unablanca). Tekst opracowali: Justyna Barańska, Iga Herłazińska, Justyna Potasiak, Natalia Rieske, Kasia Siewko, Kajetan Wyrzykowski.

Kulturadogorynogami

Po prostu: redakcja do góry nogami!

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany