Muzyka i Muzy – Bergman

Dziś ruszamy z drugim cyklem o muzyce klasycznej – Muzyka i Muzy, który co czwartek będzie przeplatał się z rozpoczętym tydzień temu Dlaczego nie lubię Chopina?. Bardzo często muzyka klasyczna wykorzystywana jest w innych dziedzinach sztuki (albo życia w ogóle, kto mieszka/ma rodzinę na wsi ten wie, że krowy najlepsze mleko dają dzięki Mozartowi!) – i te związki, zawężone do moich ulubionych twórców kultury wszelakiej będę się starała pokazać. Bo muzyka sama w sobie w pełni wystarcza do szczęścia, ale jeśli jeszcze wzmocni się ją słowem albo obrazem, to efekt może być naprawdę powalający.

[Krótka dygresja na temat muz – sama się na tym złapałam, że współcześnie mamy tendencję do kojarzenia muz z konkretnymi dziedzinami sztuki. A przecież nie taki był zamysł – w starożytnej Grecji sztuka była synkretyczna, muzyka przeplatała się z tańcem i śpiewem. Wśród greckich muz nie ma więc jednej, odpowiedzialnej tylko za ogólnie pojęty „świat dźwięków”. Najbliżej z muzyką instrumentalną związana jest chyba jednak Euterpe, przedstawiana z aulosem w ręku (tak gdyby się ktoś zastanawiał, do kogo się zgłaszać po natchnienie 🙂 ) ]

Co do tematu pierwszego odcinka cyklu nie miałam żadnych wątpliwości – pierwsze hasło, jakie przychodzi mi do głowy na myśl o przenikaniu się sztuk to Ingmar Bergman. W liceum pochłaniałam jego filmy jak… no np. jak poziomki, kilogramami. I chociaż teraz jestem w trakcie kilkuletniej przerwy od jego twórczości i fabuły trochę mi się zatarły, to jedno zapamiętałam dobrze – że oprócz niezwykłego wyczucia w kwestiach narracji, dialogów, światła, kompozycji scen etc. (w czym wielki udział miał mistrz kamery Sven Nykvist), Bergman miał też bardzo wrażliwe ucho. Podobno zapytany o to, czy wolałby stracić wzrok czy słuch, odpowiedział, że nie wyobraża sobie życia bez muzyki i wolałby być niewidomy. Jak na reżysera filmowego – operującego głównie obrazami, jest  to odpowiedź dość zaskakująca. Moim zdaniem jest to główna cecha, która odróżnia go od reszty filmowego świata z drugiej połowy XX wieku.

Ingmar Bergman i Sven Nykvist
Ingmar Bergman i Sven Nykvist

Film Bergmana, który najbardziej zapadł mi w pamięć w warstwie dźwiękowej to Jesienna Sonata (1978). Opowiada o relacji matki-pianistki z córką (i tu moje ulubione Ingrid Bergman i Liv Ullmann w duecie!). Kobiety po wielu latach spotykają się i spędzają razem kilka dni w skromnym domu dziewczyny. Jak to w dramacie psychologicznym, na jaw wychodzą różne nieprzyjemne sprawy z przeszłości i sytuacja między bohaterkami jest, delikatnie mówiąc, napięta. Film jest bardzo kameralny, bo postaci niewiele, a cała akcja nie wychodzi właściwie poza ściany domu. Jedynym elementem, którym można w tak teatralnej aranżacji budować nastrój (oprócz samej gry aktorów) jest dźwięk i muzyka. Albo jej brak – bo na tym kontraście buduje się właśnie napięcie. Bergman tworzył jeszcze w tych szczęśliwych czasach, kiedy z szacunku dla twórców czołówka ze wszystkimi nazwiskami była przed filmem, a nie po, na tzw. wyjście z kina. Jest to kilka minut (które bardzo lubię), w czasie których można zacząć wprowadzać widza w nastrój filmu. I Bergman to robi – w większości jego filmów muzyka na napisy początkowe dobrana jest idealnie i jakoś koresponduje z tym, co się później ogląda. A często nie jest to specjalnie skomponowana ścieżka dźwiękowa, tylko po prostu fragmenty różnych utworów klasycznych. Bo Bergman znał się na muzyce! Oto kilka przykładów:

 

Utwory wykorzystane w Jesiennej Sonacie:

– G. F. Haendel – Sonata F-dur, op.1 na flet i basso continuo

 

– J. S. Bach – Suita francuska Es-dur nr 4, BWV 815

 

[Zastanawiacie się, dlaczego nie ma muzyki fortepianowej w filmie o pianistkach? Cóż, jest muzyka fortepianowa. Pojawia się nawet w dość ważnej scenie. Zgadnijcie jednak, co gra główna bohaterka?… Tak, tu mi Bergman nie zaimponował, gra Fryderyka. Którego obiecałam sobie pomijać. Jeśli więc ktoś chce się dowiedzieć, co to za utwór – pozostaje obejrzeć film!]

Fabuł kolejnych filmów nie będę już opisywać tak dokładnie, polecam je wszystkie obejrzeć. Idzie jesień, więc piękne, czarno-białe lub kolorowe obrazy przy akompaniamencie wiolonczeli powinny wpasować się w ogólny, październikowo-listopadowy nastrój. Nie zapomnijcie jednak dobrze posłodzić herbaty przed seansem, żeby trochę złagodzić sobie w większości gorzką wymowę Bergmanowego kina. Ale kiedy oglądać takie filmy, jak nie jesienią?

 

Jak w zwierciadle (1961)

– J. S. Bach – Suita wiolonczelowa d-moll nr 2, BWV 1008

https://www.youtube.com/watch?v=HqHB8FE5wrk

 

Szepty i krzyki (1972)

– J. S. Bach – Suita c-moll nr 5 : Sarabanda

https://youtu.be/9i6pjvrkUZU?t=916
 

– … oraz pewien utwór Fryderyka
 

Fanny i Aleksander (1982)

– B. Britten – Suita wiolonczelowa, op. 72

 

– B. Britten – Suita wiolonczelowa, op. 80

 

– B. Britten – Suita wiolonczelowa, op. 87

 

– R. Schumann – Kwintet fortepianowy Es –dur, op. 44

https://youtu.be/aXvZV8lltiY?t=44
 

Sarabanda (2003)

– J. S. Bach – Suita wiolonczelowa c-moll nr 5 :  Sarabanda

Nagranie też już się pojawiło, każdy ma swoje ulubione piosenki, jak widać 🙂

 

– J. S. Bach – Sonata triowa Es-dur nr 1, BWV 525 : Allegro

 

– J. S. Bach – Preludium chorałowe Alle Menschen müssen sterben, BWV 1117

 

– A. Bruckner – Symfonia d-moll nr 9: Scherzo

 

– J. Brahms – Kwartet smyczkowy c-moll, op. 51 nr 1

 

– R. Schumann – Kwintet fortepianowy Es –dur, op. 44 : Un Poco Largamente

To nagranie też pojawiło się wyżej!

 

Dla mnie najważniejszy w filmach Bergmana jest Bach i jego suity wiolonczelowe. Nawet na tych kilku filmowych przykładach widać, jak dominuje on nad pozostałymi kompozytorami. Są w sztuce takie połączenia twórców, które wydają się nierozdzielne – dla mnie to trio Bergman – Nykvist – Bach.

Jeśli ktoś nie ma chwilowo czasu, żeby zapoznać się z filmami, które wyże wymieniłam – polecam ten bardzo ciekawy, a zaledwie 22-minutowy dokument (albo „esej filmowy”, jak to sami nazwali) – który też mówi o muzyce klasycznej w filmach Bergmana, dodając jeszcze warstwę wizualną.

 

A dociekliwym i lubiącym czytać długie artykuły fanom Bergmana polecam koniecznie zajrzeć na tę stronę, gdzie wszystko opisane jest dużo dokładniej, w kontekście biograficznym i w ogóle bardzo naukowo:

http://www.ingmarbergman.se/en/universe/unrequited-love-music

Monika Sobolewska

Pół-pianistka z Torunia, pół-inżynier z Krakowa.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany