„So let’s take a ride and…”

Lubię jeździć samochodem. Od kiedy pamiętam – choć przypominam sobie też, że miałam w życiu krótką przygodę z chorobą lokomocyjną. Na szczęście skończyła się równie szybko, jak się zaczęła.

Wiek niemowlęcy. Zamiast grzecznie zasnąć, drę niemiłosiernie bezzębną paszczę. Rodzice opatulają  mnie więc kubrakiem odpowiednim do pory roku, wsadzają w samochodowy fotelik i jedziemy na przejażdżkę. Czasami wystarcza jedna rundka wokół miasta – zasypiam w mgnieniu oka. Wygrana!

Dzieciństwo. Zawsze, gdy jedziemy gdzieś samochodem, mam nadzieję, że będzie to trwało jak najdłużej. Ba – nawet korki lubię! (choć nigdy nie przyznaję się do tego rodzicom) Najprzyjemniejszy jest ten kilkugodzinny podczas powrotu znad morza – pada deszcz, a my kisimy się w czwórkę na zmobilizowanych kilku metrach kwadratowych i zaśmiewamy się do łez ze swoich własnych żartów.

Liceum. W domu powstaje nowy sport. Najczęściej uprawiamy go w weekendy. Tata pyta wtedy: Magda, masz dużo nauki? Odpowiedź zwykle jest ta sama: Trochę mam. To jedziemy? I jedziemy. Czasem na paręnaście minut, czasami na kilka godzin. Przed siebie; skręcamy w każdą drogę, która nam się spodoba.

Co zabawniejsze, od zawsze mówiłam, że nie chcę zdawać na prawo jazdy. Nie i już – za dużo czynności do zapamiętania na raz, do tego to nieszczęsne skupienie… Jak niby mam podołać, skoro roztrzepanie to moje drugie imię? Dałam się namówić. I zakochałam się od pierwszej jazdy.

felietonn25
źródło: Pinterest

Mam nawet pewną teorię, dlaczego tak lubię spędzać czas w samochodzie.

Po pierwsze: bo obserwowanie drogi sprawia mi przyjemność. Banał nad banałami, jednak coś w nim musi być, skoro od niemal dwudziestu dwóch lat nie stracił na ważności.

Po drugie: autostopowicze. Czasem mam wrażenie, że podczas każdej podróży wyczerpuję maksymalnie limit życzliwości, którą mogę otrzymać od przypadkowo spotkanych ludzi – w tym kierowców. Staram się więc spłacać długi i ratować każdego, kogo spotkam przy drodze. Przy okazji często zdarza mi się poznać naprawdę fantastycznych ludzi!

Po trzecie: w samochodzie dobrze się rozmawia. A nawet użyję słowa – najlepiej się rozmawia. Otoczenie nie rozprasza, telewizor nie brzęczy w tle, a przy niewygodnej dyskusji nie da się po prostu wstać i wyjść.

Po czwarte (i definitywnie najmilsze): nigdzie, ale to absolutnie nigdzie nie słucha się muzyki tak dobrze jak w samochodzie. Ba! – nigdzie się tak dobrze nie śpiewa! Mój osobisty przepis na dobrą drogę i świetnie spędzony czas na czterech kółkach jest prosty: wystarczy kilkoro dobrych przyjaciół, pusta droga i ulubiona playlista. Warto jednak pamiętać, że wybranie samych wartościowych piosenek, określanych często mianem dobrej muzyki, mija się z celem. Prawdziwa zabawa zaczyna się dopiero w momencie, kiedy wspólnie możecie wyć wniebogłosy hity Gosi Andrzejewicz i Ich Troje. Przestań kręcić głową – wszyscy wiemy, że je znasz!

 

Iggy Pop wiele lat temu napisał piękny utwór The Passenger. Beztroski i wolny. Idealny wręcz do jesiennych przejażdżek przed siebie.

So let’s take a ride and see what’s mine, drogi czytelniku.

fielton25
żródło: Pinterest
Magda Futyma

Trochę przeraża ją bezczynność. Autostopowiczka, fanka gór i długich poranków.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany