Kulturalne spotkania mnie z mną

Odkąd pamiętam moim wyprawom do teatru, na koncert lub na występ kabaretowy towarzyszyły dwie kontrowersyjne kwestie: po pierwsze – że jadę znowu na to samo, po drugie – że jadę sama. W końcu zgodnie z tekstem piosenki Katarzyny Groniec: Samotni nie chodzą do kina, bo wstyd prosić o jeden bilet. Zaskakuje mnie to, ilekroć o tym pomyślę, choć to faktycznie prawda, że – idąc dalej za słowami piosenki – samotność w miejscach publicznych zwyczajnie ludzi zawstydza, krępuje. Zwłaszcza gdy jest to samotność wśród ludzi sparowanych lub większych grup znajomych.

I o ile jest to dla mnie zrozumiałe w przypadku imprez czy spotkań towarzyskich, gdzie faktycznie milej jest mieć się do kogo odezwać, o tyle zadziwia mnie, gdy dotyczy miejsc typu teatr, filharmonia, dom kultury czy wspomniane wcześniej kino. Zwłaszcza gdy prowadzi to do całkowitej rezygnacji w wydarzeniu. Tymczasem spotkania ze sztuką w pojedynkę mają tyle zalet! Oto kilka z nich:

  1. Nie musisz szukać towarzystwa na siłę.

Znasz to uczucie, gdy masz ochotę gdzieś iść, ale twoja najlepsza przyjaciółka akurat umówiła się z chłopakiem, twoja koleżanka ma wizytę u lekarza, a twój kolega akurat cierpi na brak gotówki? Piszesz do kolejnych osób, a towarzysza do wyprawy jak nie było, tak nie ma. W końcu rezygnujesz, bo ostatnie osoby, do których mógłbyś/mogłabyś się odezwać, nie stanowiłyby już dla Ciebie satysfakcjonującego towarzystwa.

  1. Sam/-a decydujesz o tym co, kiedy i gdzie.

Z ręką na sercu przyznaję: nie mam w gronie znajomych nikogo, kto podziela w stu procentach moje zainteresowania. Nie znam nikogo, kto entuzjastycznie i bez specjalnego namawiania zgodziłby się na wyjazdu w środku tygodnia do innego miasta, oddalonego o 300-400 km, tylko po to, aby obejrzeć ten konkretny spektakl, w tym konkretnym teatrze, z tą konkretną aktorką. Dzięki samotnym wyprawom nie muszę się nikomu tłumaczyć ze swoich wyborów i mogę zagospodarować swój wolny czas ulubionymi rozrywkami.

  1. Koncentrujesz się na sobie.

Ogromną wartością jest dla mnie to, że w tych momentach samotnego kontaktu ze sztuką mogę skoncentrować się na sobie, swoich potrzebach, uczuciach. Nie zastanawiam się, czy mój współtowarzysz dobrze się bawi i czy aby nie zanudza go zaproponowana przeze mnie rozrywka. Dzięki temu również ukształtował się mój gust, w pojedynkę bowiem łatwiej mi zrozumieć i poczuć, jakie są moje odczucia względem tego co zobaczyłam, usłyszałam, przeżyłam. Czasem nawet świadomie rezygnuję ze składania oferty wspólnego wyjścia, tylko po to, aby spędzić ten czas w samotności i doskonale się przy tym bawić. Ma to ścisły związek z kolejnym punktem.

  1. Odpoczywasz od ludzi.

Choć nie wyobrażam sobie życia bez ludzi, a lista osób, za których towarzystwem przepadam jest naprawdę długa, nawet od najznakomitszego towarzystwa potrzebuję czasem odpocząć. Zebrać myśli, wyciszyć się, zaplanować co chcę lub muszę zrobić w najbliższym czasie, a czasem zwyczajnie poleniuchować. Idealnym sposobem na taką właśnie ucieczkę do własnego świata myśli i emocji, jest dla mnie samotny wypad do kina bądź teatru. Dzięki temu zamiast zmarnować wieczór przed ekranem komputera i telewizora, robię dla siebie coś równie relaksującego, jednak o wiele cenniejszego.

  1. Uczysz się samodzielności.

Przydatne zwłaszcza dla ludzi młodych, dopiero wkraczających w dorosłość. Samotne wyjścia lub dalsze wyprawy uczą odpowiedzialności oraz samodzielności. Sami jesteśmy zmuszeni wszystko zaplanować, co w przypadku dalszych wypraw wiąże się z szeregiem wyzwań. Dzięki temu jednak niestraszne staną się nam podróże pociągiem do innego miasta, kontakt z pracownikami instytucji kulturalnych, samotne przeprawy po nieznanych dotychczas miejscach. W moim przypadku największą zaletą jest poprawa fatalnej niegdyś orientacji w terenie oraz przełamanie irracjonalnego lęku przez proszeniem ludzi o pomoc.

Dlatego właśnie jeśli następnym razem znajdziesz się w opisanej przeze mnie sytuacji i w głowie zaświta Ci myśl:      E, to nie ma sensu, pójdę innym razem, pomyśl, może warto na przekór wszystkiemu odważyć się i spędzić ten czas sam na sam ze sobą i sztuką.

Justyna Potasiak

Nieustannie zatopiona w planach kulturalno-wyjazdowych. Kulturę najchętniej pochłania w bezpośrednim kontakcie z twórcami, bo kontakt z żywym człowiekiem, z emocjami „tu i teraz” uważa za najwyższą wartość.

3 komentarze
  1. Bardzo długo dojrzewałam do tego, żeby „odważyć się” na samotną wyprawę do teatru. Przez to czekałam aż siedem lat na moment, w którym będę mogła zobaczyć Jesus Christ Superstar w Teatrze Rozrywki w Chorzowie, ponieważ moi znajomi z okresu gimnazjalno-licealnego nie byli specjalnie zainteresowani teatrem. Co prawda na JChS poszłam ostatecznie z koleżankami ze studiów, ale mogło się to wydarzyć wiele lat wcześniej, gdybym pozbyła się takiego myślenia, że „nie wypada” iść samemu do teatru. Szczęśliwie na studiach trafiłam na osoby, które zawsze bardzo chętnie mi towarzyszą, nie tylko w wyjściach do pobliskiej Rozrywki, ale też do Poznania, a ostatnio byłyśmy w gdyńskim Teatrze Muzycznym na Notre Dame de Paris (swoją drogą gorąco polecam). Tym samym swoją pierwszą samotną wyprawę mam jeszcze przed sobą, ale wydarzy się to za kilka dni, bilet już od dawna czeka. I zupełnie nie rozumiem dlaczego kiedyś myślałam, że do teatru chodzi się przynajmniej we dwójkę. Teraz wolę iść sama niż rezygnować z tego jedynego w swoim rodzaju przeżycia.

  2. O hej! Czy to ty? Wierna fanka Asi Kołaczkowskiej? (kojarzę z instagrama) 😀 Ja też bardzo często tak miałam, że z racji moich odmiennych zainteresowań nie miała z kim pójść na koncert. Teraz chodzę sama i jest mi z tym dobrze. 😉

  3. Zupełnie, jakbym czytała o sobie sprzed 20 laty – to jeśli chodzi o pokonywanie długich odległości pociągiem niespodziewanie, w środku tygodnia. I zupełnie,jakbym czytała o sobie….o sobie kiedyś i teraz – nadal nie wstydzę się kuoić jednego biletu do kina.
    Czekam na kolejne teksty, ciekawe przemyślenia, zaskakujące wnioski…
    Bardzo ciekawe miejsce w sieci.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany