Miasto skrajnościami żyjące

to to ototOd kilku dni włóczę się po obcym mieście, które jednocześnie wydaje się być znajome. Oblane słońcem, przywitało mnie z otwartością i pozwoliło penetrować swoje wnętrze. Sunę więc każdego dnia, często na ślepo, wszędzie tam, gdzie tylko istnieje możliwość wtargnięcia.

Jestem ostrożna, nie chcę zawadzać, popychać przechodniów, urywać listków z wystających na chodnik drzew, deptać trawy, a nawet dotykać szyb w sklepach i autobusach. Jestem tu tylko na chwilę, oddaję się zachwytowi i zdziwieniu. Wszystko oglądam z bliska, ale nie nadużywam możliwości poznawania.to to

Zahaczam o Camden Town. Ubrana w czarne szaty od stóp do głów, posiadając ultra jasne włosy, miałam wrażenie, że wysysam z tego miejsce całe szaleństwo. Kolory po sam horyzont otoczone są gwarem setek ludzi, których różne języki tworzą dźwięczną, głośną i wyjątkową melodię. Słucham jak to miejsce tętni życiem. Przechadzam się w słońcu, mijam małe straganiki z owocami, miejsca z płytami z lat 60-tych, kąciki z rzeczami dla psychofanów, m.in. Justina Biebera, One Direction, Boba Marleya i Marylin Monroe. Co chwilę zatrzymuję się, aby widziany obraz zachować w swoim telefonie. Fotografuję budynki, bramy, naklejki na słupach, roślinność, witryny sklepowe i gnających za czymś zakręconych ludzi.

Kocham tutejszy ekscentryzm. W miejscu, w którym toczę swój codzienny żywot, wymyślność zachowań czy IMG_5010oryginalny wygląd zazwyczaj są tłamszone i negowane, tu – wręcz przeciwnie. Każdy człowiek jest inny, wszyscy wyglądają jak chcą. Pełna paleta stylizacji, fryzur, makijaży. Panuje pełna tolerancja, nie brak oryginalności. Mam wrażenie, że nie jest to miejsce dla osób poszukujących i uzależnionych od poklasku innych. Tu było lub jest wszystko, więc ciężko IMG_4542wyróżnić się z pędzącego na oślep tłumu. Jest się małą ruchomą drobinką pośród całej masy innych ludzi.
Trudno tu o wyjątkowość.

Nie zapominajmy o gigantycznej ilości ukochanych przez turystów suwenirów. Znajdują się one na każdym metrze kwadratowym miasta. Oprócz tradycyjnych pocztówek z London Eye, Tower Bridge, Królową Elżbietą, czerwonym autobusem, budką telefoniczną, Buckingham Palace, Trafalgar Square, Big Benem, można kupić każdy możliwy przedmiot związany z tym miastem. Czerwono-granatowo-biała flaga namalowana jest wszędzie. Są koszulki, kubki, długopisy, maskotki, figurki, breloczki, obudowy na telefon, portfele, plakaty, szminki i wszystko, co tylko można sobie 35wyobrazić, a i to, czego w wytworach mojej wyobraźni nigdy nie było. Ogrom brytyjskich pamiątek momentami przytłacza, a zainteresowanie nimi przeszło moje najśmielsze oczekiwania.IMG_4704

Chadzam też nocą. Stwierdzenie miasto, które nigdy nie zasypia, teraz przybrało realny wymiar. Ciężko znaleźć wolne miejsce w pubie, a co dopiero stolik na trzy osoby. Jednak brak przestrzeni nie stanowi przeszkody w nocnym życiu mieszkańców i turystów. Siedzieć można na chodnikach, krawężnikach, studzienkach, pachołkach, stać pod latarniami, przy drzwiach, dla każdego znajdzie się miejsce na dwie stopy, na większe lokum nie ma co liczyć.

W całym tym szale, ulicach po brzegi wypełnionych ludźmi
IMG_4759i atrakcjami, jest też ogromna liczba bezdomnych, których życie wcale nie jest takie kolorowe i radosne. Koczują samotnie, ze zwierzętami bądź innymi ludźmi. Kołdry, poduszki, koce, wypchane znaleziskami worki – to jak latarnie i znaki – nieodłączne elementy miasta. Jest tu też mnóstwo śmieci. Wszędzie fruwają jednorazowe reklamówki, wymięte gazety, pudełka, opakowania po jedzeniu z McDonald’s, butelki po piwie, kubki po kawie, paczki po papierosach i wykorzystane bilety.

Wracając… Po kilku dniach czuję, jakbym została ogołocona ze wszelkich IMG_4984negatywnych emocji. Nie wściekam się, kiedy autobusy zatrzymują się co 20 metrów, aby zabrać jedną czy dwie osoby i nie dopada mnie agresja, kiedy mieszkańcy potrącają mnie na pasach czy na chodniku. Powiem Wam jeszcze jedno. Miasto skupia swoją uwagę na kilku nazwiskach. Wszędzie pojawiają się wizerunki i głosy: Ellie Gouldinhg, Ed’a Sheeran’a, The Beatles, Amy Winehouse oraz Adele, której rodzinną dzielnicą zgłębiam najbardziej, bo właśnie w niej mieszkam.


Kochani, ślę do Was powyższe zdania z zupełnie innego niż dotychczas fragmentu ziemi. Zawsze pisałam na kolanach w warszawskim mieszkaniu na Mokotowie,  teraz zaś wystukuje poszczególne literki w londyńskim domku w dzielnicy Haringey. To fantastyczna odmiana. Londynie, jest mi u ciebie dobrze.

Zapisz

Zapisz

Milena Fringee

Kojarzę słowa w pary - żongluję nimi, na pozór karłowate, scalam w finezyjne duety

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany