Dziennik (pod)różny: Młodość powinna minąć na podróżowaniu

Podróżowanie nauczyło mnie wielu rzeczy, między innymi tego, że warto zacząć zwiedzać świat jak najwcześniej. Najlepiej jeszcze przed maturą, a jeśli to niemożliwe, zaraz po niej. Nie warto wydawać pieniędzy na nowe tablety i telefony, imprezowanie również można sobie odpuścić; jestem też pewien, że każdy młody człowiek poradzi sobie bez markowych ciuchów i nowego samochodu. Na te wszystkie fajne rzeczy przyjdzie czas później. Młodość powinna minąć na podróżowaniu. Dlaczego? Bo później zabraknie na nie czasu. Zacznie się praca z pieczołowicie wyliczanymi dniami urlopu, że o obowiązkach rodzinnych nie wspomnę. Jeśli nie będziemy podróżować za młodu, nigdy tego nie zrobimy.

Byłam przekonana, że będę studiować teatrologię. Kurczowo trzymałam się tego planu i robiłam wszystko, żeby go zrealizować. Każdą wolną chwilę spędzałam na widowni, a Krótka historia teatru polskiego Raszewskiego stała się moją nową przyjaciółką. Potem, niedługo przed maturą, przeczytałam książkę Busem przez świat. Ameryka za 8 dolarów, z której pochodzi powyższy cytat. I właśnie przez tę historię, spisaną przez Karola Lewandowskiego, następnych miesięcy nie spędzę w Akademii Teatralnej, tylko w USA.

W ubiegłym roku, w Hiszpanii, poznałam bardzo intrygującą parę. Anglik i Amerykanka. Spotkali się gdzieś w podróży, którą potem kontynuowali już razem. Byłam tam jako Au Pair, Torin także opiekowała się kilkuletnim chłopcem. Luke uczył dzieci angielskiego w którejś z pobliskich szkół podstawowych. Pytałam ich, jak długo planują zostać w Valladolid i jaki kierunek zamierzają obrać jako następny. Nie wiemy– słyszałam za każdym razem – Zobaczymy, gdzie nas poniesie. Jakiś czas później, już po moim wyjeździe, spakowali cały swój dobytek do kilku walizek i ruszyli dalej, tym razem na Wyspy Kanaryjskie. Przez następne miesiące wysyłali mi stamtąd przeróżne zdjęcia i wiadomości. Z tego, co wiem, przez ten czas oboje pracowali w przedszkolu. Nie jestem pewna, dokąd poniosło ich teraz.

Pamiętam swoje zdziwienie faktem, że można tak żyć. Na własną rękę, żywiołowo, spontanicznie, bez jakiegokolwiek przymusu, niezależnie. Zrezygnowali z wysokiego standardu życia, który niewątpliwie mogliby osiągnąć, na rzecz wiecznej niepewności, symbolicznych zarobków i braku stałego adresu zamieszkania. Wszystko po to, by zobaczyć i jednocześnie zrozumieć coś więcej. Bo podróże niewątpliwie kształcą i oni byli tego doskonałym przykładem. Młodzi, inteligentni, niejedno już widzieli i przeżyli. Uświadomili mi, że można twardo stąpać po ziemi, mając jednocześnie głowę wysoko w chmurach.

Podanie o przyjęcie na studia zamieniłam na formularz wizowy. Indeks na paszport. Pierwszy rok licencjatu na dwanaście miesięcy na innym kontynencie. Z dala od rodziny, przyjaciół, wszystkiego, co mi bliskie i znane. Ale jeśli nie teraz, to kiedy? Nie chcę żyć odtąd-dotąd, przez zaniechanie, według utartych schematów. Jakkolwiek patetycznie to brzmi, wierzę, że trzeba dać życiu szansę i w miarę możliwości robić wszystko, aby było ono jak najbardziej kolorowe. Wbrew wszystkiemu chwyciłam za swoje kredki i Was także do tego namawiam.

Zaczęłam się powoli pakować, pierwsze pożegnania już za mną. Za dwa dni rozpoczynam przygodę – mogę śmiało stwierdzić, że póki co największą w moim życiu.

Do napisania, już z Chicago.

 

Dominika Kanafa

Jej znakiem rozpoznawczym jest szeroki uśmiech, którym obdarowuje otoczenie bez względu na porę dnia czy nocy. Ciągle w ruchu. Zatrzymuje się tylko po to, by czasami narysować coś na kolanie. Nie potrafi funkcjonować w ciszy. Miłośniczka historii sztuki i kotów. Uzależniona od teatru, muzyki, kina, jedzenia, szminek, miętowej herbaty, podróży i ludzi. Niepoprawna optymistka. Drażnią ją ludzie o ograniczonym światopoglądzie stąd-dotąd. Wierzy, że nie ma rzeczy niemożliwych i stara się wyciskać z życia, ile się da.

3 komentarze

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany