Sugar Man powraca

O postaci Sixto Rodrigueza dowiedziałam się przypadkiem w 2013 roku, kiedy jeden z moich znajomych opowiadał o filmie Sugar Man, który właśnie pojawiał się w kinach. W rozmowie podekscytowany używał porównań takich jak: wróżono mu karierę większą niż Bobowi Dylanowi, po wydaniu drugiej płyty zniknął, mówiono, że popełnił samobójstwo, a jednak żyje i koncertuje. Brzmiało to jak wymyślony scenariusz, a jednak ta historia przydarzyła się naprawdę.

Na przełomie lat 60. i 70. ubiegłego wieku, Rodriguez koncertował głównie w klubach swojego rodzinnego miasta Ditroit, gdzie przylgnęła do niego łatka zdolnego dziwaka. To właśnie tu zarejestrował swoje dwa studyjne albumy Cold Fast i Coming from Reality. Przy ich nagrywaniu uczestniczyli wybitni producenci, współpracujący m.in. z Milesem Davisem i Stevie’m Wonderem. Niestety, jego twórczość nie została doceniona w USA, a tym samym wytwórnia zerwała z nim kontrakt.

Ile płyt sprzedał w Stanach? Sześć – opowiada w filmie Sugar Man Clarence Avant, jeden z twórców sukcesu wytwórni płytowej Motown. – Dlaczego? Nie mam zielonego pojęcia.

Źródło: sinistersaladmusikal.wordpress.com
Źródło: sinistersaladmusikal.wordpress.com

Muzyk zaczął poświęcać się pracy zarobkowej, imając się robót przy remontach czy rozbiórkach domów. Podejmował się prac, którymi nikt w mieście nie chciał się zająć. Nadal marzył jednak o sławie i graniu koncertów. Nie rozstawał się ze swoją gitarą, którą nosił przewieszoną przez ramię.

Jego los odmienił się, gdy dwaj dziennikarze z RPA, zafascynowani jego postacią, postanowili dowiedzieć się, w jaki sposób… Zginął muzyk. Myśleli, zresztą tak samo jak inni jego fani, że popełnił samobójstwo. Jakież było ich zdziwienie, kiedy producent Cold Fast – Dennis Coffey -powiedział im, że Rodriguez ma się całkiem dobrze.

Okazało się, że Sixto Rodriguez to legenda południowej Afryki. Jego muzyka idealnie wpasowała się w tamtejszą atmosferę polityczną i społeczne napięcie. Słuchały go miliony – potajemnie, na przekór władzom. Przez swoje utwory dawał ludziom nadzieję na inną przyszłość. Jego płyty uznane zostały za głos walki z apartheidem i sprzedały się w większym nakładzie niż albumy Elvisa Presleya czy The Beatles. Był dla Afryki tym samym, co Bob Dylan dla Stanów Zjednoczonych.
Aż wydaje się absurdalne, że w USA nikt nie wiedział o olbrzymiej sławie muzyka. On natomiast przekonał się o tym, że jest uwielbiany w RPA w 1998 roku, gdy jego córka przypadkowo trafiła w Internecie na poświęconą mu stronę.

Sam Rodriguez swoją porażkę w rodzimym kraju tłumaczył m.in. tym, że rozgłośnie radiowe nie grały jego piosenek, bo były kontrowersyjne oraz dlatego, że występował głównie w małych klubach dla uzyskania lepszego brzmienia. Tym samym nie przebił się na rynku muzycznym.

Źródło: novaradio.info
Źródło: novaradio.info

Po tym jak ludzie dowiedzieli się, że żyje, a Rodriguez, że jego muzyka trafia do serc tysięcy osób zaczął ponownie koncertować. Już niebawem polska publiczność będzie mogła usłyszeć go na żywo.

14 lipca wystąpi on w Zabrzu, a dwa dni później w Operze Leśnej w Sopocie. Album Sixto Rodrigueza Searching for Sugar Man uzyskał w Polsce status Platynowej Płyty, stając się jednym z najpopularniejszych wydawnictw muzycznych w naszym kraju. Wierzę, że polska publiczność nie zawiedzie, a koncert będzie niezapomniany – nie tylko dla uczestników, ale także dla samego muzyka.

Paulina Galisz

Ścisły umysł pochłonięty marzeniami i muzyką wszelaką. Uznaje zasadę - "mniej znaczy więcej". Pasjonatka radia.

1 Komentarz
  1. Polecam nie opierać się tylko i wyłącznie na filmie, bo jest mocno przekłamany i podkoloryzowany. Sugar Man koncertował i w Australii i Europie przed „odnalezieniem” go.
    No i porównania do Jezusa i Dylana są mocno naciągane.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany