Miasto meneli i miłości od entego wejrzenia

Mówi się o tym mieście w ostatnim czasie bardzo dużo. Rzadko w pozytywach, częściej łącząc je z takimi słowami jak menelstwo, patologia i brzydota. Najgłośniej krzyczą zazwyczaj ci, którzy byli tu tylko przejazdem i niefortunnym trafem udało im się zobaczyć najbardziej zaniedbane zakamarki, biedne i brudne dzielnice, zniszczone kamienice, pod którymi rozgrywają się ludzkie dramaty. Sceptycy znajdują się także wśród samych mieszkańców miasta – duże korki, długi okres oczekiwania na dworzec Łódź Fabryczna,  zanieczyszczone ulice, brak rzeki, brak rynku. Smutne, martwe miasto w centralnej Polsce, w którym nic się nie dzieje i którego odwiedzać nie ma sensu. Nie mówiąc o przeprowadzce.

fot. Basia
fot. Basia; Róg Kościuszki i Zamenhofa

Myślałam podobnie, przeprowadzając się do Łodzi trzy lata temu. Długo walczyłam z podjęciem decyzji o przeprowadzce do tego miasta. Odradzali mi wszyscy – wszyscy ci, którzy od czasu do czasu wpadali na weekendowe zakupy do jednego z łódzkich centrów handlowych i jedyne, co im się z Łodzią kojarzyło to kolejki do przymierzalni i rozpadające się kamienice mijane gdzieś po drodze. Ci, którzy kiedyś – albo wciąż – tu mieszkali, mówili, że zakocham się w Łodzi po uszy. Po uszy? Gdy w końcu, idąc za rozumem, podjęłam decyzję i wprowadzałam się do mieszkania na jednym z łódzkich osiedli, moja miłość do tego miasta nie sięgała nawet do kostek. Prawdę mówiąc, o żadnej miłości nie mogło być mowy.

 

Processed with VSCOcam with acg preset
fot. Basia; Przędzalniana

To była jesień. Osobiście uważam, że Łódź najpiękniej wygląda właśnie jesienią. I wiosną. Jesienią, bo szaro-bure dni pasują do klimatu przedwojennych uliczek i kamienic. Wiosną, bo tym, czego zdecydowanie nie brakuje w Łodzi są parki. I dziwne zaułki, w których odnaleźć można ogrody pełne bzów czy magnolii. Wystarczy chcieć się trochę zgubić, zawędrować tam, gdzie rzadko komu chce się wędrować, skręcić z Piotrkowskiej – głównej ulicy – w jedną z podejrzanie wyglądających bram albo pojechać tramwajem na przypadkowy przystanek, gdzieś za centrum.

Jednym z pierwszych miejsc, które odkryłam w Łodzi – i które pozostaje moim ulubionym miejscem aż do dziś –  był Księży Młyn, zespół fabryk włókienniczych przetrwałych od czasu rozkwitu przemysłu.

IMG_3359a (Copy)

IMG_3364a (Copy)
fot. Basia; Księży Młyn

Księży Młyn jest miejscem zupełnie niezwykłym. Brukowane uliczki, stare budowle, szare podwórka, trzepaki. I błąkające się  wszędzie bezdomne koty (które mają tam nawet swoją ulicę, tzw. Koci szlak). Łatwo tam dotrzeć i łatwo poczuć się jak w zupełnie innym świecie. Z dala od miejskiego gwaru, blisko historii i tajemnicy. Spokoju brak tam tylko wtedy, gdy Księży Młyn zamienia się w plan filmowy, co zresztą dzieje się nierzadko, biorąc pod uwagę filmowy potencjał tego miejsca.

IMG_3378a (Copy)

IMG_3385a (Copy)
fot. Basia; Księży Młyn

Niedaleko znajduje się także mój ulubiony park Źródliska, w którym w klimatycznej kawiarni – umiejscowionej w domku ogrodnika – można napić się kawy. Tuż obok, w altanie, latem odbywają się koncerty jazzowe.

fot. Basia
fot. Basia; Altana w Parku Źródliska

Łatwo zauroczyć się – również znajdującym się niedaleko Księżego Młyna, przy ulicy Przędzalnianej – Pałacem Herbsta, którego historia wiąże się z losami rodziny Herbstów i Scheiblerów.

fot. Basia; Pałac Herbsta
fot. Basia; Pałac Herbsta

Można zakochać się w mieście meneli, ale mało komu udaje się to od pierwszego wejrzenia. Łódź wymaga miłości prawdziwej, będącej wypadkową czasu i rozwijającej się przyjaźni, która nie pozwala na powierzchowne opinie, ale doszukuje się zalet tam, gdzie inni widzą tylko wady. Dużo łatwiej przyjdzie ta miłość osobom, które nie szukają w mieście tylko schematyzmu, ale potrafią dostrzec piękno w miejscach nieoczywistych.

fot. Basia; Gdańska
fot. Basia; Gdańska

Trudno napisać o Łodzi w krótkim artykule. Trudno w ogóle pisać o miejscu, którego nie wystarczy zobaczyć, żeby pokochać – o miejscu, w którym trzeba zamieszkać, jeśli chce się choć w małym stopniu zrozumieć i zaakceptować jego atmosferę. To tylko krótki spacer wyznaczony śladem moich pierwszych łódzkich odkryć. Księży Młyn i kilka fotografii budynków, które na pierwszym roku moich studiów stanowiły kompleks Wydziału Filologicznego.

Do innych miejsc powrócę w następnych tekstach. Przecież o Łodzi można byłoby napisać książkę. I to wciąż byłoby o miliony słów za mało.

 

Niech sobie Ganges, Sorrento, Krym
Pod niebo inni wynoszą,
A ja Łódź wolę! Jej brud i dym
Szczęściem mi są i rozkoszą.

J. Tuwim

Iga Herłazińska

Mogłaby zamieszkać w teatrze. Wszystko ją tam ciekawi i zachwyca. Lubi się włóczyć, podróżować. Banalnie - kocha żyć. Kocha też kawę z mlekiem, wiersze Osieckiej i stare filmy.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany