Złapani na modzie, stajemy na głowie

Świat stanął na głowie – często słyszę to zdanie wypowiadane przez moich znajomych. Co właściwie oznacza to stwierdzenie? Sądząc po okolicznościach w jakich jest ono mówione, to objaw wielkiego i nadzwyczajnego zdziwienia nietypową i nową sytuacją. Jak na przykład ofertą pracy, w której poszukiwany jest przytulacz wombatów. Dziwimy się, by za chwilę całkiem poważnie rozważać takową ofertę.

Obserwując ludzi pędzących po uliczkach, galeriach handlowych, ludzi w teatrach, na wystawach czy koncertach stwierdzam: ludzie stanęli na głowie. Bardziej owe stwierdzenie odnosi się do nas główkujących jak być modnym, a przy tym niepowtarzalnym i jedynym. Dlatego stoimy w kolejce po lody tradycyjne (bardzo zresztą modne w ostatnich latach).

Chodzimy masowo ubrani w zielone (czy raczej oliwkowe/khaki) parki, na nogach mamy buty tej samej marki, czeszemy te same fryzury i pijemy te same – jakże modne – napoje podczas spotkań towarzyskich. Bojkotujemy te same filmy i spektakle. Wybieramy dokładnie te same miejsca, w których lubimy spędzać czas. I tak powstają rankingi najlepszych burgerowni, lodziarni, klubów. A my, żyjemy w przeświadczeniu, że jesteśmy modni, a przy tym posiadamy niepowtarzalny styl. I nie mówię, że jest to złe (tak, sama mam zieloną parkę…) tylko zastanawiam się, czy to, w jaki sposób wybieramy jest spowodowane naszym pragnieniem bycia modnym, czy może tym co oferują nam sklepy –  chodząc po centrum handlowym, nieważne ile sklepów się w nim znajduje, w każdym znajdują się podobne do siebie modele poszczególnych części garderoby.

Idźmy dalej. Instagram. Snapchat. A tam? Moda na zdjęcia z uszami, nosami zwierząt, zamiana twarzy, czy sztuczne wianki na głowie. I tak na masową skalę. W tym przypadku zastanawiam się, czy owe przerobione zdjęcia pojawiają się z ciekawości, faktycznej fascynacji dodatkowymi możliwościami jakie oferuje nam dana aplikacja, czy zwyczajnie chcemy być modni, więc ulegamy obecnym trendom.

Odważę się stwierdzić, że staliśmy się niewolnikami mody. Nie chcemy odstawać od reszty, ulegamy mediom, które głoszą nam recepty na bycie na czasie. I owszem, dobrze jeśli nadążamy za tym wszystkim, tylko ile jest w tym nas, a ile „powinienem być”? Przeglądając często zdjęcia na Instagramie, zwracając uwagę na hasztagi czytam: #takamodaponoć #jakwszyscytowszyscy #mamija … i tu nachodzi mnie myśl. Czy naprawdę wstawiamy te zdjęcie z własnego przekonania, czy raczej mamy poczucie, że powinniśmy? W końcu to jest modne. I gdzie w tym wszystkim podziała się nasza nietuzinkowość, wyjątkowość? Oczywiście, nie mówię, że teraz wszyscy w ramach bycia oryginalnym powinniśmy przefarbować włosy na turkusowo, chodzić do restauracji nie odwiedzanych przez nikogo, czy pić napój, który stoi zapomniany, gdzieś w rogu osiedlowego sklepu. Może warto się zastanowić, czy to, co robimy, robimy z własnego przekonania? Czasami – jak w przypadku owych kurtek – wybieramy coś, co nam się faktycznie podoba, a dopiero później uświadamiamy sobie, że 8/10 znajomych posiada podobne. I jeśli jesteśmy zadowoleni z naszego wyboru, nie ma w tym nic złego. Lecz jeśli kupiliśmy coś bo w magazynach modowych, czy na blogach szafiarek zauważyliśmy owe ubrania, i nosimy je z przeczucia, że to sprawi, iż będziemy modni, wpisując się w ówczesne kanony – chyba nie ma to sensu i może warto wybrać naszą ulubioną kurtkę z zeszłego sezonu. Bądźmy najlepszą wersją samych siebie, a podróbki zostawmy wspomnieniom, które będą nam przypominać kim jesteśmy i kim nie chcemy być. Czasami wystarczy zmienić kierunek, bez konieczności stawania na głowie.

fot. Dominika

Dominika Janiak

Kieruje się zasadą: masz mało czasu, to znajdź dodatkowe zajęcie. Nie potrafi chodzić wolno, kocha teatr, kino i podróże. Bez muzyki nie umie żyć. Gotuje, pisze, biega i robi szaliki.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany