#skandal w teatrze

Decydując się na studia dziennikarskie, nawet nie przypuszczałam jak wiele czeka mnie w związku z tym złośliwych komentarzy. Że po co, że na co, że się nie odnajdę, że nie ma po tym pracy, że zawód w pewnym stopniu niebezpieczny, że… Wszystkie uwagi puszczałam mimo uszu, bo wychodzę z założenia, żeby robić w życiu to, co się lubi, a nie to, co się podoba innym. A mnie podobało się stanie w obronie prawdy. Nieopatrznie kilka razy przyznałam się do tego publicznie.

Prawda i media to oksymoron. Dziennikarze kłamią i będą kłamać, bo na tym zarabiają. Liczy się rozgłos, sława i pieniądze, a nie dziecięce mrzonki o sprawiedliwym świecie i rzetelnych informacjach. Ile razy słyszałam takie słowa skierowane do mnie? Setki, może tysiące. Wzruszałam ramionami, bo co miałam zrobić? Medialny świat pozostawia wiele do życzenia. Nie bez przyczyny kategorycznie odmówiłam kupna telewizora. Wiem przecież jak jest – kłamią w radiu, kłamią w gazetach, kłamią w telewizji i w Internecie też kłamią. I kłamać będą, bo niejednokrotnie słyszałam od znajomych, że nie liczy się idea, ale zysk. Informacja jest dziś produktem.

Co za różnica – klaszcze jeden człowiek czy klaszcze cała widownia? Ktoś zaklaskał, więc napisać o tym wypada, a wiadomo przecież, że lepiej, gdy klaszczą wszyscy, a nie tylko pojedyncze osoby. Potem wystarczy w tytule – jakże gorącego – newsa wstawić kilka znanych nazwisk, artykuł (za duże to słowo, ale innego znaleźć nie mogę) opatrzyć  właściwymi tagami (#szok, #skandal, #awanturawteatrzeJandy) i wpuścić do świata hejterów, którzy zaopiekują się nim z czułością, nakręcając lawinę nienawiści. Bo kogo obchodzi – czemu tego Stuhra wyklaskano? Kogo ciekawi – co ta Janda skomentowała?

Nie obchodzi to ani piszących, ani czytających. Piszącym nie chce się wnikać – powielają schematy nakreślone przez kolegów po fachu. Nie drążą tematu, bo po co? Czytelnicy i tak nie szukają prawdy, przyzwyczajeni do tego, że w mediach jej nie ma. Szukają sensacji i okazji do skwitowania czyiś – złych, fatalnych albo niedopuszczalnych – poglądów politycznych, przekonań religijnych, orientacji seksualnych czy kwestii bardziej prozaicznych, jak niemodny strój lub luksusowy samochód, zakupiony zapewne za kradzione pieniądze.

W Teatrze Polonia wyklaskał Macieja Stuhra jeden z widzów. Nie wstała cała widownia. Nikt nie rzucał pomidorami. Krystyna Janda nie wypraszała bezczelnie publiczności za drzwi. Stuhr zachował profesjonalizm. Na udostępnionym przez teatr filmiku widać, że nie wydarzyło się nic z tego, co opisywali dzień wcześniej dziennikarze, którzy być może kiedyś mieli – tak jak ja – wielkie marzenia o staniu w obronie prawdy.

Przedstawienie trwało. Aktor pozostał w grze. Finalnie wszyscy pozostajemy przecież na swoich stanowiskach. Aktorzy grają, dziennikarze piszą, a zgorzkniali doszukują się problemów tam, gdzie ich nie ma. Równowaga w naturze pozostaje niezachwiana.

Ukłony.

 

Iga Herłazińska

Mogłaby zamieszkać w teatrze. Wszystko ją tam ciekawi i zachwyca. Lubi się włóczyć, podróżować. Banalnie - kocha żyć. Kocha też kawę z mlekiem, wiersze Osieckiej i stare filmy.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany