Pochwała życia niedzielnego

IMG_0074

fot. z galerii prywatnej autorki
(kot również prywatny)

Nigdy nie lubiłam niedziel. Niespecjalnie mnie kręciły – niby jeszcze weekend, ale zajęty myśleniem o poniedziałku. O wiele bardziej wolałam piątki; nawet w szkole było wtedy jakoś milej, bo w głowie już błogo i leniwie. W podstawówce nikt nie rozumiał mojej teorii, zawsze było mi z tego powodu trochę przykro. Dopiero w późniejszych latach szkolnych kilka osób przyznało mi rację. I zupełnie na opak, właśnie wtedy przyszło mi do głowy, że może warto spróbować się z tymi niedzielami zaprzyjaźnić.

Z definicji średnio przyjemnie mi się kojarzyły. Pomijając już kwestię poniedziałków, ktoś kiedyś wymyślił, że niedziela powinna być leniwa, a ja przecież nie lubię już, tak jak dawniej, spać do południa i jeść obiadu w piżamie. Nie lubię słuchać jak sąsiedzi co tydzień tłuką te nieszczęsne kotlety, bo przecież niedziela bez rosołu i schabowego jest wybrakowana. Nie lubię też leżeć pół dnia na kanapie, z pełnym brzuchem, i przełączać kanałów w telewizorze. Chociaż u mnie w domu niedziele zwykle tak nie wyglądały, takie miałam o nich wyobrażenie. Nudne.

Zdarzyło mi się kiedyś obejrzeć film o przewrotnym tytule  Jak złamać 10 przykazań. Nie był może specjalnie wysokich lotów, ale jeden wątek zupełnie zmienił mój punkt widzenia. Pewnej niedzieli główny bohater symuluje chorobę, by zamiast jak co tydzień  iść z żoną i dziećmi do kościoła, zostać w domu. Z braku pomysłu na wykorzystanie tych kilku godzin samotności, postanawia… rozebrać się do naga i w tej formie oddać normalnym, codziennym czynnościom. Gotuje obiad, czyta książkę, ogląda telewizję. To poczucie nieskrępowania i wyjątkowości sytuacji tak mu się podoba, że co niedzielę wymyśla wymówkę, by móc zostać nago w domu i wykorzystać ten czas robiąc coś miłego dla samego siebie. Chociaż fabuła jest mocno przerysowana, po obejrzeniu filmu pomyślałam: „Eureka! Przecież to właśnie o to chodzi! Dzień święty święcić, czyli spędzić go w sposób wyjątkowy, a nie tak jak każdy pozostały dzień tygodnia”.

Tego dnia postanowiłam polubić niedziele.

Stały się moim własnym małym świętem i dniem, który staram się spędzić najwolniej jak potrafię. Odpoczynek nie musi przecież oznaczać spania do południa. Równie dobrze może to być długie, spokojne śniadanie w gronie przyjaciół lub rodziny – naprawdę niewiele jest na świecie rzeczy, które dają takiego kopa energii, jak zapewnienie sobie od świtu dobrego towarzystwa i pysznego jedzenia.
Nie jest powiedziane, że odpoczywać należy na kanapie przed telewizorem. Można to zrobić zaszywając się w ulubionym fotelu z ulubioną płytą w słuchawkach, podczas długiego spaceru bądź wycieczki rowerowej. Można iść pobiegać, wybrać się na dobry koncert lub do teatru. Można pozwolić sobie na zrobienie tych wszystkich przyjemnych rzeczy, które odkłada się z tygodnia na tydzień z powodu „braku czasu na głupoty”.

Ale czy kłamstwem będzie, gdy powiem, że ten jeden dzień głupot tygodniowo zwyczajnie nam się należy?

Teraz zerknij na kalendarz. Jest niedziela. Prawdopodobnie przeglądasz Internet, powtarzając sobie co chwilę: „Muszę posprzątać/pouczyć się/zrobić obiad/pokonać te wszystkie obowiązki, które nade mną wiszą”. Hej, zwolnij! Nie zapomnij, aby dzień święty święcić. Weź głęboki wdech, skończ czytać ten felieton, a potem zadzwoń do przyjaciela i zapytaj, czy spędzi z Tobą niedzielę.

Nie dziel dziś pracy ani obowiązków; podziel wolny czas z ludźmi, których lubisz.

Magda Futyma

Trochę przeraża ją bezczynność. Autostopowiczka, fanka gór i długich poranków.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany