Melancholia marzyciela

Iga: No i doczekaliśmy się! Po czterech latach nowa płyta Ani Dąbrowskiej. Urzekł mnie jej tytuł. Jest taki słodko-gorzki… Chociaż szczerze mówiąc, mało tam słodkich piosenek. Niby rozbrzmiewa wolność, niby akceptacja tego, co jest, ale… Powiem wprost – trochę się zawiodłam. Brakuje mi nuty optymizmu. Lubię melancholię Ani, ale przydałby się jakiś utwór na miarę Jeszcze ten jeden raz z poprzedniej płyty.

Dominika: Dla mnie jest to płyta nasycona wylewającą się złością i poczuciem niesprawiedliwości. W każdym utworze, niby jest dobrze, bo kobieta silną i niezależną jest. A jednak… No właśnie. Słuchając płyty, miałam przed sobą obraz kobiety wściekłej na swój los, złamane serce, która właśnie na złość chce pokazać, że jest silniejsza niż on myśli. I muszę się przyznać, że urzekła mnie Nieprawda, może to aura za oknem i stary tramwaj, którym wracałam przyczynił się do emocji, jakie utwór we mnie wywołał.

Iga: Do mnie Nieprawda nie przemawia zupełnie. Melodia taka troszkę odpustowa, a tekst strasznie infantylny. Ta płyta w ogóle jest dość monotematyczna. Aż mi przykro, że muszę pisać takie rzeczy, bo naprawdę cenię to, co robi Ania. Może po prostu nie na to czekałam, na coś innego się nastawiłam…

Natalia: A ja Wam powiem, że mnie ta płyta się podoba, może nie aż tak bardzo jak poprzednia Bawię się świetnie, ale naprawdę słuchało mi się jej dobrze. Odkąd pojawił się pierwszy singiel Nieprawda, nie mogłam doczekać się całej płyty. To utwór, który strasznie szybko wpada w ucho i – przynajmniej w moim przypadku – bardzo długo siedzi w głowie i nie chce z niej w ogóle wyjść. Z całej płyty najbardziej spodobały mi się dwa utwory Bez Ciebie i Oddycham – przynajmniej cztery razy pod rząd słuchałam ich ponownie. Właśnie teraz, pisząc tę recenzję, w głowie mi siedzi „Naiwnie wciąż jeszcze czekam i sile wciąż mam, tak bardzo mi brak twych nowych kłamstw” – chyba spodobała mi się ta piosenka. Chociaż muszę Wam przyznać rację, dziewczyny – trochę za mało optymizmu, zbyt wiele wylewania złości.

Dominika: Trochę tak jest, że słuchając płyty możemy z niej wyciągnąć sentencje, zapisać na kartce. Tylko brakuje mi w tym kolorów, barw. Jest szary i czarny. A gdzie w tym wszystkim jest nadzieja? Po pierwszym przesłuchaniu płyty pomyślałam „rewelacja” – i faktycznie, niektóre utwory na pewno będą mi towarzyszyć. Ale tak sobie teraz myślę, że gdybym miała słuchać jej często, musiałabym poszukać dobrego terapeuty, który wyciągnąłby mnie z tej melancholii. Na poprzedniej płycie było więcej utworów, które pokazywały Anię jaką – myślałam że – znam. To wszystko jednak nie przekreśla mojej sympatii do artystki, bo lubię ją! Ale czy Wy też uważacie, że zabrakło w tym wszystkim Ani? Czy może ta płyta była dla niej autoterapią? Wyrażając emocje poprzez utwory na płycie mogła ich się pozbyć, oczyścić swoją duszę.

Iga: Trudno powiedzieć, czy zabrakło w tym Ani, czy wręcz przeciwnie – jest tu jej jeszcze więcej niż wcześniej. Żeby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba byłoby ją chyba znać prywatnie… Tak czy inaczej, to nie będzie dla mnie płyta z serii tych, których chciałoby się słuchać na okrągło, w każdej chwili, każdego dnia. Nawet nie mam takiej piosenki, którą chciałabym wciąż i wciąż zapętlać. Może jednak marny ze mnie naiwny marzyciel?

Natalia: Na potrzeby naszej rozmowy postanowiłam przesłuchać całą płytę jeszcze raz, i doszłam do wniosku, że chwile, kiedy muzyka płynie z głośników, to chwile bardzo przyjemne. Ale właśnie… to są tylko ulotne momenty. Kompozycjom z nowej płyty brakuje tego czegoś, co sprawia, że te piosenki towarzyszą ci, czy chcesz tego, czy nie. Nie potrafię tego zdefiniować, ale wiem, że piosenki, takie jak Tego chciałam, Jeszcze ten jeden raz, czy Trudno mi się przyznać mają to coś i bardzo często powracają do mnie, nawet kiedy tego nie chcę. Chciałam dodać, że ja naprawdę uwielbiam twórczość Ani Dąbrowskiej, jestem zahipnotyzowana jej głosem, ma przepiękną barwę, a jej utwory towarzyszą mi od zawsze. A może nowy materiał potrzebuje trochę więcej czasu?

Iga: Z muzyką często tak jest. Potrzeba czasu. A raczej – trzeba poczekać na odpowiedni moment w życiu. My mamy po dwadzieścia kilka lat, Ania jest już po trzydziestce. Trochę inaczej patrzy się wtedy na świat. Chociaż mam nadzieję, że ode mnie optymizm nie ucieknie. Nawet po osiemdziesiątce!

Dominika: Właśnie do końca nie wiem, czy to kwestia wieku, aczkolwiek doświadczenia Ani na pewno miały wpływ na charakter płyty. A tych, wiadomo, nabiera się z wiekiem. Może to ta epoka w życiu Ani, w której czas na zadumę i wylanie z siebie goryczy. Przez to ta cała melancholia. Ufam, że kolejna płyta będzie pełna optymizmu. I tu przypomniała mi się sinusoida Krzyżanowskiego – płyty Ani pokazują charakterystykę epok, w których artystka znajduje się w danym momencie. Nie wiem czemu, ale mi w głowie gra: „Nigdy więcej nie tańcz ze mną…”, ciągle nucę wygrzebane z poprzednich płyt utwory i czekam na kolejny album artystki.

 

Ania Dąbrowska, płyta „Dla naiwnych marzycieli”

 

Dominika Janiak

Kieruje się zasadą: masz mało czasu, to znajdź dodatkowe zajęcie. Nie potrafi chodzić wolno, kocha teatr, kino i podróże. Bez muzyki nie umie żyć. Gotuje, pisze, biega i robi szaliki.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany